Wolontariat akademicki

Stróże Poranka

Świadectwa

Marcin

Doświadczenie uczestnictwa w wolontariacie jest dla mnie niezwykłym przeżyciem, a także szkołą miłości. Kiedy wstąpiłem do wspólnoty Efraim, miałem wielkie pragnienie by dzielić się świadectwem wiary i ewangelizowania ludzi. Moje serce rwało się do opowiadania o moich przeżyciach i refleksjach, tak więc szukałem przestrzeni gdzie mógłbym realizować to pragnienie. Wybór padł na wolontariat i tak poznałem p. Janinę. Pani Janina jest starszą kobietą, która od kilku lat leży nieruchomo w łóżku. Mimo, że 2 razy w ciągu dnia odwiedzały ją opiekunki, pani Janinie doskwierała silna samotność. W ten sposób doszło do spotkania dwójki ludzi o potężnej potrzebie mówienia. Pierwszy rok mojej posługi polegał głównie na siedzenia na krześle i słuchaniu. Było to niełatwe, lecz dzisiaj wiem jak bardzo ważne jest, by potrafić otworzyć się na drugą osobę poprzez cierpliwe słuchanie. Pan Jezus zachęcał mnie bym był pokorny i wierny w małej rzeczy. Zacząłem po mału uczyć się, że nie spektakularne wydarzenia czy własne pomysły mają znaczenie i wartość, ale czystość intencji, posłuszeństwo i miłość. Z czasem zawiązywała się miedzy nami więź, wprowadziliśmy wspólną modlitwę, a także czytanie Pisma Świętego. Dzięki pani Janinie zacząłem dostrzegać jak wiele mam i jak bardzo powinienem być wdzięczny za dar życia. Z czasem Pan zaczął spełniać moje pragnienie ewangelizowania, podczas czytania Pisma mogliśmy swobodnie dyskutować wzajemnie się ubogacając. Jest pewna modlitwa św. Franciszka, która stała się dla mnie streszczeniem posługi. 

O Panie uczyń mnie narzędziem Twego pokoju
Spraw Panie abym mógł:
Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać
Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć
Nie tyle szukać miłości, co kochać
Albowiem:
Dając otrzymujemy
Wybaczając zyskujemy przebaczenie
A umierając rodzimy się do wiecznego życia.

Dzisiaj z uwagi na to, że jestem zaangażowany w pomoc ludziom bezdomnym nie mogę być dłużej wolontariuszem, mimo to gdy tylko znajdę czas to z radością odwiedzam panią Janinę. Wiem, że doświadczenie posługi było i jest dla mnie wielkim bogactwem i poznawaniem czym jest bycie dla drugiego człowieka. Tak jak mawiał św. brat Albert "bądź dobry jak chleb". Dla jednego tym chlebem będzie ciepłe słowo, dla drugiego nasza obecność a dla jeszcze innego chlebem będzie chleb dosłownie. Gorąco zachęcam do posługi w wolontariacie bo służba bliźniemu to źródło pokoju i radości 🙂 

Asia

Mam na imię Asia. Posługę w wolontariacie zaczęłam około 3 lata temu. Pomagam pani Jance w zakupach i drobnych pracach domowych. Wolontariat dostarcza mi wiele różnych emocji. Ale zawsze staram się myśleć, że w pierwszej kolejności jest to pomoc drugiej osobie. Posługa w wolontariacie cały czas rozwija we mnie odpowiedzialność za innych. W posłudze łatwo przychodzi mi słuchanie podopiecznej i ogarnianie drobnych spraw. Trudnością w posludze są dla mnie brak czasu oraz problemy jakie aktualnie przeżywam. Wywołują we mnie dużo napięć i niepokoju, przez co posługa u Pani Janki również nie jest łatwa. Jest mi ciężko oddzielić to co przeżywam od czasu spędzanego z Panią Janką. Ale zauważyłam też, że gdy takie sprawy oddawałam Bogu, miałam w sercu pokój i moja posługa przynosiła mi radość. Boga widzę też w mojej i pani Janki wzajemnej modlitwie i trosce pani Janki o wszystkie osoby, które do niej przychodzą oraz w trosce o nią wszystkich osób wokół, np. sąsiadów albo pań ze sklepu. Chwała Panu.

Maria

Jakiś czas temu Marysia o wolontariacie pisała tak:  Od około roku odwiedzam Panią Bogumiłę, która ma 87 lat. Ma chory kręgosłup, nie wychodzi na zewnątrz, a po domu porusza się na wpół pochylona. Umówiłyśmy się, że przychodzę do niej raz w tygodniu na 1,5-2 godziny, ale to też zależy od potrzeb, więc zdarza się, że jestem częściej. Moja pomoc polega głównie na robieniu zakupów, zapłaceniu rachunków czy drobnych porządkach, ale myślę, że dla niej najważniejsza jest  po prostu moja obecność. To, że przyjdę do niej i porozmawiamy.   Pani Bogumiła jest niezwykle pogodną i ciepła osobą. Zawsze wita mnie z uśmiechem i dobrym słowem. Kiedy opowiada mi o różnych wydarzeniach ze swojego życia, to zawsze szuka pozytywnych stron. Pomimo tego, że ma problemy ze zdrowiem, to nigdy się nie skarży. Tylko raz w ciągu tego całego czasu, kiedy do niej chodzę, podzieliła się swoimi trudnościami, ale to była bardziej potrzeba powiedzenia o tym komuś, niż narzekanie.   Dla mnie kontakt z Panią Bogumiłą jest bardzo cennym doświadczeniem. Przebywając z nią uczę się cierpliwości i wyrozumiałości, kiedy po raz wtóry opowiada mi tę samą historię, konsekwencji, żeby przychodzić zawsze wtedy, kiedy się z nią umówię, bo wiem, że sama nie wyjdzie kupić sobie jedzenia. Punktualności, bo wiem, że czeka na mnie o określonej godzinie i że komuś innemu by drzwi nie otworzyła, bo czuje się bezbronna. Przyjmowania cierpienia w postawie zaufania Panu Jezusowi, tak jak to robi Pani Bogumiła.   I w teorii jest tak, że to ja idę dla niej, ale w praktyce, to ja wychodzę od niej obdarowana.