cross-1772560_1920

Dwa spojrzenia na cierpienie – między duchowością a psychologią

Nietrudno domyślić się, dlaczego nauki psychologiczne są często stawiane za przeciwieństwo myśli spirytualistycznej czy religijnej. Te zjawiska, które rozważania w obrębie duchowości próbują wyjaśniać w kategoriach wiary i działania Absolutu, w psychologii są interpretowane jako stałe wzorce poznawcze czy mechanizmy, najczęściej adaptacyjne, czyli takie, które mają służyć przystosowaniu się człowieka do warunków, w jakich przyszło mu żyć. Nie jest tajemnicą, że dla psychologii jako nauki religia ma określone funkcje: chroniące Ja przed dezintegracją, podtrzymujące motywację do działania, zapewniającą poczucie celowości i sensowności życia. Czy jednak podważa istnienie Boga? Bynajmniej, czego przejawem jest chociażby podjęcie przez nią stosunkowo nowej drogi badawczej, jaką jest psychologia duchowości wraz z psychologią egzystencjalną. 

Psychologia, choć już w genezie swojej nazwy posiada “duszę” (gr. psyche – dusza, logos – słowo, myśl), jest nauką empiryczną, czyli opartą na doświadczeniu. Przedmiotem jej badań są zachowania ludzkie i ich wyjaśnianie, a za narzędzia ku temu służą jej metody naukowe, takie jak obserwacja, eksperyment czy pomiar ilościowy. Stara się przy tym odpowiadać na pytania, które od wieków nurtują przedstawicieli nauk spekulatywnych,  filozofów, teologów, czy wreszcie tak zwanych “zwykłych ludzi”: jaki jest sens życia człowieka i czy to możliwe, by to życie było sensem samym w sobie? 

Drogi psychologii i duchowości przecinają się wielokrotnie, a klasycznym przykładem tego jest zjawisko wglądu. W psychologii jest ono rozumiane w kategoriach samoświadomości i poszukiwania siebie, natomiast w życiu duchowym może być interpretowane jako poszukiwanie i odkrywanie Boga w sobie samym i pielęgnowanie osobistej relacji z Nim. Inną bardzo znaczącą dla obu dziedzin płaszczyzną, na której psychologia i duchowość nie tylko spotykają się, a wręcz przenikają i uzupełniają, jest fenomen cierpienia. Czyż to nie terapeuta oraz osoba duchowna (dla wierzących) są pierwszymi osobami, do których zwraca się potrzebujący pocieszenia? Czy nie są to naturalne kierunkami, które obiera osoba znajdująca się w stanie dojmującego cierpienia, kryzysu, bólu egzystencjalnego? 

Oba paradygmaty rozważań, choć mówią o tym samym zjawisku, nieco odmiennie podejmują temat cierpienia. Dla psychologii jako nauki jest to stan psychiczny, w którym znajduje się człowiek, urzeczywistniający się jako uczucie permanentnego nieprzyjemnego doznania psychicznego bądź fizycznego, któremu towarzyszą negatywne emocje, takie jak lęk, smutek, poczucie krzywdy, żal. Przejawami tak rozumianego cierpienia mogą być doświadczenie traumy bądź choroby psychiczne, powszechnie znane jako – nomen omen – “choroby duszy”, czyli m.in. depresja, zaburzenie osobowości typu borderline, ale także schizofrenia czy choroba afektywna dwubiegunowa. Psychologia jako nauka podejmuje się analizy cierpienia w sposób wystandaryzowany, analogiczny do rozpatrywania innych zjawisk psychicznych człowieka. Jej zadaniem jest zatem opis i klasyfikacja zjawiska, wyjaśnienie jego przyczyn oraz wykorzystanie zdobytej wiedzy w praktyce klinicznej.

Taka perspektywa wydawać może nazbyt formalna i zubożona, ponieważ próżno doszukiwać się w niej pytania o sens cierpienia, które jest jednym z głównych znaków zapytania stawianych fenomenowi cierpienia przez religię. Psychologia nie zamyka się jednak w sztywnych ramach opisu i pomiaru zjawisk – rozszerza swoją refleksję o zagadnienia filozoficzne, nierzadko podejmuje się tematyki pogranicznej, czego przejawem są chociażby rozważania psychologii egzystencjalnej. 

W chrześcijaństwie cierpienie postrzegane jest dość niejednorodnie. Choć katolicyzmowi przypisuje się często opinię wyznania pełnego smutnych obrzędów i kultu cierpienia, to w Piśmie Świętym na próżno szukać można apoteozy bólu wewnętrznego jako takiego. Wręcz przeciwnie – według litery Pisma jest ono wynikiem zła, które wkradło się w życie człowieka, jest zatem zjawiskiem negatywnym i niepożądanym. Lecz jednocześnie stanowi ono zbawienną drogę człowieka do osiągnięcia jedności z Bogiem. Właściwe przeżywanie cierpienia i jego wykorzystanie na drodze ku Absolutowi może zapewnić człowiekowi bliskość ze Stwórcą, który zesłany na ziemię w postaci Jezusa Chrystusa doświadczył bardzo dużo bólu, w czym upodobnił się do ludzi. Cierpienie jest zatem swoistą “płaszczyzną porozumienia” między Bogiem a Jego stworzeniem, które w życiu pełnym bólu i trosk przybliża się do swojego Stwórcy, by osiągnąć spokój, poczucie bezpieczeństwa i otrzymać ukojenie oraz pocieszenie.

W rozważaniach teologicznych i religijnych cierpienie jest zatem ujmowane w nieco bardziej “funkcjonalny” sposób – nie jest tylko poddającym się opisom i pomiarom szeregowym zjawiskiem psychicznym, a raczej stanem duchowym, który “przeżyty” w określony sposób przenosi człowieka na wyższy poziom istnienia, buduje  bliskość z Bogiem. Uzasadnia to pytania o sens cierpienia, które stawia nam duchowość, a co do którego naukowa i empiryczna psychologia  z racji braku metod weryfikacyjnych czy braku możliwości empirycznego doświadczenia – ma duży dystans. 

Jednak jak zostało wyżej wspomniane, psychologia nie neguje istnienia Boga czy jakiejkolwiek sfery metafizycznej życia jednostki ludzkiej. W propozycjach podejmowania przez nią tematyki cierpienia odnaleźć można wiele dróg myślenia, w których jakkolwiek pojmowany “najwyższy sens” może odnaleźć przestrzeń dla siebie. By przyjrzeć się temu bliżej warto dla przykładu zasięgnąć do jednej z koncepcji psychologicznych, która podejmuje tematykę człowieka znajdującego się w kryzysie. 

Cierpienie (choć nie jest ono tak nazwane wprost), znajduje swoje miejsce – jako ważny element rozwoju człowieka – w koncepcji zdrowia psychicznego, zwanej dezintegracją pozytywną. Zakłada ona, że życie człowieka to nieustanny rozwój, którego celem jest osiągnięcie wielopłaszczyznowego dobrostanu, w którym ważną rolę grają dobrostan duchowy, związany z integracją wartości. Na drodze do osiągnięcia tej ostatecznej spójności stoi odkrywanie, przeżywanie i tworzenie coraz to nowych wartości wyższego rzędu. Momentem krytycznym tej konfrontacji są kryzysy – proces osiągania wartości wyższych jest usiany niepowodzeniami, które doprowadzają do okresowej dezintegracji osobowości i zachwiania wewnętrznej równowagi człowieka. Te kryzysy nie niszczą jednak jednostki, lecz sprawiają, że do kolejnego etapu rozwojowego staje dojrzalszy, bardziej spójny, stabilny emocjonalnie i tożsamościowo. Kryzys nie jest zatem zjawiskiem negatywnym, jest za to narzędziem do osiągania wyższych stanów rozwoju, w tym – co bardzo ważne – duchowego.

Choć koncepcja unika określania roli duchowości w kontekście religijnym w zaprezentowanym procesie rozwojowym, to nie sposób nie dostrzec analogii między wzrostem duchowym człowieka w odpowiedzi na kryzys a zbliżaniem się do Boga w obliczu cierpienia. Trudności manifestujące się w przeżywanym kryzysie niosą za sobą szereg sprzężonych z cierpieniem emocji, takich jak lęk, smutek, żal. Przezwyciężone wynoszą człowieka na wyższy poziom samopoznania i samoświadomości, podobnie jak przeżywany ból egzystencjalny jest naturalną drogą do zgłębiania naszej duchowości, poszukiwania i budowania relacji z Bogiem. W obliczu dojmującego cierpienia, zagubienia czy samotności w człowieku rodzi się silna potrzeba wyższego sensu, który uświęci i umocuje jego ból, wskaże mu wyższy cel. Konsekwencją tego jest zacieśnienie związku z Absolutem, często nawet nawrócenie. Podobny mechanizm prezentuje znane w psychologii zjawisko wzrostu potraumatycznego, kiedy to osoby mające za sobą silne i trudne doświadczenie traumy wykazują istotny wzrost motywacji do działania na rzecz swojego dobrostanu i polepszenia jakości życia, odkrycia jego piękna, wyjątkowości, a także nadprzyrodzonej natury. Cierpienie nie oddala ich od poszukiwania i osiągania sensu, wręcz przeciwnie – wzmaga potrzebę odnalezienia celowości tego bólu, który swoje umotywowanie znajduje w pierwiastku duchowym człowieka, w “iskrze bożej”, którą każdy człowiek, w co wielu gorąco wierzy, w sobie nosi. 

Wiele naukowych opracowań traktujących o etapach rozwoju osobowości człowieka próbuje określić, jaki jest cel tej intensywnej pracy nad sobą. Szczytem starań są często fazy, które badacze określają jako “samorealizację”, “ostateczną wewnętrzną integrację”, “ustalenie tożsamości”, “potrzeby najwyższego rzędu”, lub często wprost – realizację pierwiastka duchowego i odnalezienie sensu życia. Dla chrześcijan wszystkie te stany naturalnie wiążą się z poczuciem bliskości z Bogiem, zbudowaniem z Nim trwałej relacji wyznaczającej kierunek postępowania, kierunek dokonywania życiowych wyborów. 

Psychologia jako nauka nie rości sobie prawa do empirycznej weryfikacji istnienia duchowej sfery życia człowieka. Nie posiada ku temu narzędzi, co nie doprowadza jej jednak do negacji Boga. Przeciwnie – psychologia podkreśla istotność roli duchowości dla dobrostanu psychicznego człowieka. Otwiera się także na współpracę z religią w celu utrzymywania dobrej kondycji psychicznej ludzi znajdujących się w kryzysie i przeżywających silne cierpienie. Udowadnia to tym samym, że oba paradygmaty rozważań nad życiem wewnętrznym człowieka – wbrew obiegowym opiniom – bynajmniej nie pozostają ze sobą w sprzeczności, a możliwe jest ich wzajemne uzupełnianie się. 

Udostępnij wpis