rosary-3857774_1280 (1)

O spowiedzi okiem psychologa.

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.
Mt 11, 28

Niech na samym początku tej refleksji, która nie pretenduje do miana opracowania naukowego, wolno mi będzie zaakcentować jedną rzecz. W kolejnych wersetach zaproszę czytelnika do wspólnej wędrówki po jednej spośród licznych przestrzeni przenikania się aspektów duchowych oraz psychicznych. Będę o tym pisać z perspektywy psychologicznej. Oznacza to, że drogę wyznaczać będzie nauka, która z pokorą musi przyznać, że nie posiada narzędzi dających bezpośredni dostęp do najgłębszych części ludzkiego jestestwa, do owej wspomnianej w Ewangeliach „zamkniętej izdebki”, w której człowiek jest sam na sam ze Stwórcą. Mimo napotykanych ograniczeń, niemożliwości uchwycenia pewnych rzeczywistości w pojęcia twardej empirii, nadal możemy jednak obserwować oraz odkrywać to, że człowiek nie jest tylko ciałem, istotą tylko duchową lub tylko psychiczną. Człowiek jest jednością wszystkich wymienionych sfer, a jego funkcjonowanie jest jak taniec, w którym na parkiecie występują liczne elementy wchodzące w skład ciała, ducha i psychiki. Pamiętając o tym, możemy przejść dalej.

Szczere i głębokie przeżycie sakramentu pokuty i pojednania bywa nie lada wyzwaniem. Może mu towarzyszyć niepokój, obawa, uczucie wewnętrznej walki. Również ciało daje znać, że sytuacja, z którą przychodzi się mierzyć, jest niekomfortowa: drżący głos, pocące się dłonie, szybsze bicie serca – to tylko niektóre spośród dowodów na to, że (mówiąc językiem potocznym) stresujemy się. Trudno się dziwić takiej reakcji. W konfesjonale staniemy wszak oko w oko z naszej ułomności, niedoskonałości i tego, że choć obiecaliśmy poprawę, znów ponieśliśmy klęskę. Na dodatek świadkiem tych wyznań będzie drugi człowiek, co sprawia, że odczuwany przez penitenta wstyd będzie jeszcze większy. Wobec tych faktów oraz doświadczanych emocji warto stanąć w prawdzie, autentycznie spotkać się z tym, co odczuwamy, starać się to nazwać. Taka postawa wobec emocji pozwala na to, aby pełniły one swoją podstawową funkcję – informowały o procesach w nas zachodzących. Emocje to nasi sojusznicy oraz jeden z wielu przykładów na bogactwo i złożoność naszego świata wewnętrznego, dlatego warto być z nimi w kontakcie, podejmować coś na wzór dialogu. Próba uporządkowania swojego świata emocji, która będzie jednym z elementów przygotowania się do sakramentu pokuty (obok takich etapów jak na przykład rachunek sumienia) może okazać się pomocą w tym, aby głębiej go przeżyć. Silnie odczuwane nieuporządkowane emocje ograniczają i spłycają naszą percepcję oraz zdolność przeżywania innych zachodzących procesów. Mówiąc krótko – próbujemy jakoś przetrwać. Spotkanie z wybaczającą Miłością, jakim jest ten sakrament, może być w takich okolicznościach w znacznym stopniu utrudnione.

Penitenci po otrzymaniu rozgrzeszenia i wyjściu z konfesjonału niejednokrotnie zwracają uwagę na odczuwaną ulgę, mówią o ciężarze/kamieniu, który spadł z ich serca, o trudnym do opisania wrażeniu lekkości. Czy zaistniały proces, który przeprowadził człowieka od stanu niepokoju, poczucia winy do ulgi, wrażenia rozpoczęcia nowego rozdziału w swoim życiu, możemy starać się opisać i wyjaśnić w kategoriach jedynie psychologicznych? Z całą pewnością. Czy ograniczając się do tylko do tego jednego, czyli psychologicznego aspektu rzeczywistości, faktycznie ujmiemy opisywany proces w całości, nie odzierając go z niedostrzegalnej na pierwszy rzut oka głębi? Myślę, że nie mamy na to szans. To, że potrafimy jakiś fragment rzeczywistości ująć w kategoriach specjalistycznej terminologii albo wyjaśnić jego przebieg za pomocą eksperymentu naukowego, nie oznacza, że obszar ten jest zamknięty na działanie Bożej łaski. Wierzymy, że Bóg jest Stwórcą, Źródłem istnienia, a skoro tak, to właśnie w Swoim stworzeniu i w różnych procesach w tym stworzeniu zachodzących (uczuciach, pragnieniach, szlachetnych postanowieniach, poruszeniach serca) jest obecny i również przez nie działa. Zdając sobie sprawę z tego, że Słowo stało się ciałem, że po wydarzeniu Golgoty zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, przestając oddzielać niedostępne sacrum od powszedniego profanum, daleka jestem od tego, aby ograniczać Boga moimi wąskimi i omylnymi schematami myślenia, dyktując Mu, gdzie może działać, a gdzie podobno nie może być obecny.

Uczucie nowego początku, związane z przystąpieniem do sakramentu pokuty, może być fundamentem dla znaczącej i życiodajnej zmiany. Energia płynąca z przeżywanych wówczas emocji powinna zostać wykorzystana do podjęcia adekwatnych działań. Poczucie szczęścia i nadziei nie będzie bowiem trwać wiecznie, ale dzięki sile z nich płynących, poprzez konkretne zaangażowanie, możemy je przekuć w coś trwałego. Tutaj też jest przestrzeń na współpracę z łaską, tutaj również z pomocą przychodzi psychologia z konkretnymi technikami. Jest to już jednak temat na odrębną refleksję.


O autorce:

Magdalena Witkowska: psycholożka z zawodu i zamiłowania. Pasjonatka pieszych wędrówek i rowerowych wypraw, duchowości ignacjańskiej oraz dobrej kawy.

Udostępnij wpis

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on pinterest
Share on email